Jak wiecie, bo zapewne wiecie, od kiedy do mnie zaglądacie, staram się być bardzo aktywna. Pokazuję dziewczynkom wiele różnych dyscyplin sportowych. W ich życiu jest taniec, narty, snowboard, gimnastyka, pływanie, rower, hulajnoga, deskorolka, rolki i… łyżwy. Cieszę się, że są otwarte na każdą aktywność. Oczywiście są indywidualistkami i każda preferuje coś innego. Wiki kocha pływać, Majka nie pała do wody jakąś specjalną miłością. Obie pokochały snowboard, ale Wiki dodatkowo narty. Lubią rolki i obie zakochały się w łyżwach.

Łyżwy dla 4 – latka.

Majka po raz pierwszy stanęła na łyżwy rok temu. Miała wtedy 3 lata, ale to było dla niej zdecydowanie za wcześnie. Stanęła i tyle. Wiki rok wcześniej, mając 5 lat. Teraz mają 4 i 7 i dziś rozpoczęły swoją przygodę ze szkółką łyżwiarską. Szalenie się cieszę na tą aktywność, bo ten sport wpływa na całą kondycję organizmu. Dodatkowo rozwija równowagę, koordynację, uczy prawidłowej postawy. Ponadto sprzyja sprawności ruchowej. Same zalety.

Zanim jednak podjęłam decyzję o zapisaniu je do szkółki… zastanowiłam się milion razy, czy one naprawdę tego chcą! Czyli zabrałam je na lodowisko sama, założyłam im łyżwy , zobaczyłam, czy będą miały w sobie determinację, by uczyć się łyżwiarstwa i dopiero wtedy, kiedy po 3 razach wciąż pragnęły więcej i z niecierpliwością dopytywały się „kiedy”, dałyśmy sobie zielone światło na ten sport.

Jak wyglądają zajęcia?

U nas w Opolu trwają 45 minut. Dzieci jest około 20. Ale patrząc na to, co się dziś działo na pierwszych zajęciach, sądzę, że ta liczba się zmniejszy. Było kilka dzieci, które zdecydowanie nie poczuły mięty do łyżew, co kończyło się przepłakanymi zajęciami. Jeśli rodzice nie będą umieli pomimo zniechęcenia, podtrzymać motywacji dziecka, z pewnością taki maluch już w szkółce się nie pojawi. Bo tak czasem bywa – pierwsze upadki – bolesne zresztą, potrafią zrazić skutecznie. I to od nas zależy, czy będziemy umieli wytłumaczyć to dziecku, czy machniemy na to ręką razem z nim.

Ja się nie poddałam. Maja też. Wiki też. Choć pierwszy raz Majki, choć udany w mojej opinii, dla niej był taki sobie. Upadała, wstawała i znowu upadała. Była chwila, kiedy powiedziała dość. Wystarczyło kilka minut rozmowy, by uświadomić jej, że w każdym sporcie początki są trudne. Ale jeśli nie podejmie próby, nie nauczy się, bo przecież nie urodziła się w łyżwach, tylko całkiem boso. Udało się. Złapała bakcyla.

Wiedziałam jednak jedno. Jeśli po kilku zajęciach, wciąż któraś z nich mówiłaby, że nie umie, nie zmuszałabym. Nie mam żadnych aspiracji, by któraś z nich trenowała jakąś dyscyplinę sportu wyczynowo. Sport ma sprawiać im radość. Mają się cieszyć, a nie smucić i chodzić na siłę. To dlatego Wiki zrezygnowała z gimnastyki. Choć ją uwielbia, nie podpasował jej trener. Nie zmuszałam, Wierzę, że jeszcze kiedyś wróci do tego sportu. I wtedy będą ją wspierała z całych sił.

Wybór łyżew.

Tutaj uważaj. Zanim zakupisz dla dziecka cały sprzęt (w tym również kask!), wypożycz łyżwy w wypożyczalni (rozmiary zaczynają się od 26) i sprawdź na jakich łyżwach Twoje dziecko czuje się najlepiej. Na przykład dziewczynki uwielbiają jazdę na wiązanych, sztywnych figurówkach i idzie im to lepiej niż na łyżwach hokejowych (nie znam fachowych nazw). Teraz wiem, jakich szukać, by czuły się w nich dobrze na lodzie. Może się mylę, ale na pierwszy raz celowałabym w wypożyczenie sprzętu niż od razu w inwestycję. Przecież sama nie wiesz, czy Twoje dziecko to pokocha.
Pamiętaj również o odpowiednim stroju, którym niekoniecznie będzie narciarski kombinezon. Dzieci na lodzie się ruszają, zdecydowanie wystarcza lekka kurtka, lub ciepła, polarowa bluza. Za to must have to rękawiczki. Przy upadku są niezwykle pomocne.

Cena.

W Opolu cena za zajęcia to 10 zł. Plus wypożyczenie sprzętu 6 zł. Dodatkowo chodzimy na lodowisko dodatkową godzinę w tygodniu same (dzieci mają karty opolskie i wstęp na lodowisko za 1 zł). Zatem tygodniowo kosztuje mnie to około 50 złotych, a miesięcznie 200.

Wytrwałość.

Łyżwy jak każdy inny sport, to sport dla wytrwałych. I to nie tylko dzieci, ale również rodziców. Trzeba mieć w sobie świadomość tego, że na zajęcia trzeba wozić i wspierać. W sukcesach, ale również porażkach. My mamy ten problem, że szkółka jest w środy, a wtedy to Tata ma widzenia, ale mam nadzieję, że się z nim ostatecznie porozumiem w tej kwestii (bo chwilowo to jest słabo).

 

Mam nadzieję, że dzięki nam podejmiecie próby zaprzyjaźnienia z lodowiskiem Wasze maluchy. Pamiętajcie, że najfajniej jest rozpocząć w granicach 4 lat. Ale górnej granicy nie ma. Może nawet Wy się skusicie i uczynicie łyżwiarstwo sportem rodzinnym? Ja jestem na tak!