Nigdy z ust rodziców nie usłyszałam żałosnego lamentu tego, jak ciężko było wychować 4 dzieci. Choć z perspektywy bycia mamą, i to tylko dwójki a nie czwórki dzieci wiem, że taki lament miałby podstawy. Bo nie oszukasz mnie i siebie. Tak samo jak nie zrobię tego ja. Rodzicielstwo jako zawód, choć wdzięczny, bywa wyczerpujący i nie zawsze lukrowaty. Bywają dni, godziny czy czasem tylko minuty, kiedy w duchu klniesz, że zdecydowałaś się na dziecko. I problemem nie jest ONO, lecz to wszystko co dzieje się w danym dniu a co czasem przerasta Twoje siły i możliwości. W takich stuacjach nie chcesz być idealną mamą a tym bardziej panią domu. Nie chcesz uśmiechać się. Nie masz ochoty robić rzeczy, które robisz na co dzień. Miałabyś chęć zamienić się z kimś innym choćby na dobę. Wiem, że te uczucie trwa chwilę. Za moment strzepujesz z siebie myśli, których się wstydzisz i dalej idziesz tą samą scieżką, której tak naprawdę nie zamieniłabś na żadną inną. Masz tak czasem?

Ja mam. A to wszystko dlatego, że nigdy nie uważałam, że macierzyństwo to jedyne moje powołanie. Decydując się na dzieci, zdecdowaliśmy się na nie w pełni świadomie. Chcieliśmy dać komuś życie, by móc pokazać mu jak bardzo piękne ono być potrafi. Zaprosiliśmy je obie do naszego świata, w zasadzie nie oczekując zbyt wiele. Chcieliśmy by były. By osładzały nasze poranki, popołudnia i wieczory. Swoim uśmiechem i tupnięciem nózką. By żyły nie dla nas, ale obok nas. Z nami – razem. Jednym słowem – chcieliśmy stworzyć rodzinę. Udało się. Jest rodzina, zaczęło się życie … Życie ze wszystkimi swoimi kolorami. Nie tylko tymi w odcieniach tęczy. I choć należę do osób, które nie lubią narzekać jak im źle i ciężko, to przecież nie znaczy, że cieżko nie jest. Prawda? Jest i mówię o tym szczerze. Bo powiedz proszę. Jak mam się cieszć, gdy nie przespiam kolejnej nocy z rzędu? Gdy budzę się pierdylion razy a potem zasnąć nie mogę … Mam udawać, że nie potrzebuję snu i ładuję się na stojąco? To, że wiedziałam, że przy dzieciach tak bywa, że zmęczenie przerasta nasze oczekiwania, nie znaczy, że mam teraz siedzieć cicho i udawać, że wszystko jest cacy. Chcę mówić, że czuję się wypompowana, gdy tak właśnie się czuję i nie mam zamiaru wstydzić się swych odczuć. Choć i tak odnoszę wrażenie, że wiele z tych rzeczy to błahostki. Bo kiedy młodsza wyrośnie już z pieluszek, gdy obie powędrują do swojego pokoju, gdy rankiem odprowadzać je będę do szkoły, do której wstawać będą chętnie, to zaczną się kolejne problemy, góry lodowe małe i wielkie. I choć doświadczenia mam nadal niewiele to, gdy siądę i wybiegnę myslą w przód to czuję, że macierzyństwo proste nie jest bo …

1. Problemy nigdy się nie kończą. Myślisz, że jak miną kolki to świat stanie się piękniejszy? Nic bardziej mylnego. Po kolkach przyjdą ząbki a po ząbkach nim się nie obejrzysz jedynki z matematyki. Potem pierwsza noc poza domem u koleżanki, pierwszy chłopak i przyniesiony ukradkim tatuaż na łydce. Całe szczęście – zmywalny. To wszystko to nic innego jak proza życia. Jeśli posiadanie psa generuje problemy, to dziecka – tym bardziej. Jedne są mniejsze, inne większe, ale są. I chyba tak naprawdę uświadomienie sobie, że na ich istnienie nie do końca masz wpływ pomoże Ci przejścć obok nich na luzie, bez spin i niepotrzebnych nerwów …

2. Każdego dnia popełniasz mnóstwo błędów. Irtujesz się o pierdoły, czasem podnoszisz głos, choć po minucie wiesz, że tak wcale być nie musiało. Wkurza Cię tysiąc rzeczy na minutę. Pod koniec dnia siadasz na kanapie i myślisz sobie „Zawiodłam”. Po raz kolejny masz świadomość, że zawiodłaś jako mama. Zastanawiasz się, czy kiedyś Twoje dzieci Ci to wypomną? Czy będaą pamiętać? Masz ochot zapłakać, co?. Ale pamiętaj. Nie jesteś idealna. Masz prawo do tego, by nie zawsze realnie ocenić sytuacje. Masz prawo się mylić i za to przepraszać. Masz prawo walczyć o to by nie popełnić błędów, których chcesz unikać. W ostateczności masz prawo popełnić ten sam błąd sto razy nim zrozumiesz, że 101 razu już nie będzie … I nie ma w tym nic nienormalnego. 

3. Ono Cię rani. To taka ruletka. Raz Ty ranisz ich, raz oni Ciebie. Nie zawsze wina leży po Twojej stronie. Czemu? Bo na drugim końcu macierzńskiego sznurka jest Wasze dziecko – mały człowiek, który również ma dni lepsze i gorsze. Człowiek, który dopiero sie uczy i nie zawsze wszystko rozumie.  Czynem i słowem sprawia ból … Ale to, że rani nie znaczy że nie kocha. Bo kocha. Zawsze będzie kochać. Tylko nie zawsze będzie umieć to okazać …

4. Inwestujesz bez przyszłości. Poświęcasz się, by na końcu Twoje dziecko odeszło z domu i założyło własną rodzinę. STOP. To nie tak. Ono odejdzie z domu. Masz rację. Ale nigdy nie zapomni emocjonalnego posagu, który mu daliście. Na Waszym przykładzie ukształtuje swoje życie. Pojdzie ścieżkami wyborów, które być może podejmiecie wspólnie. A gdy sam zostanie rodzicem zrozumie, że

Nie ma na świecie lepszego sposobu na poświęcenie miłości, czasu, zdrowia i pieniędzy niż spożytkowanie tego na to, by wychować tę małą kruszynkę, która powie Ci kiedyś „Dziękuję” i na zawsze zachowa Cię w swoim sercu … 

Jaki z tego morał?

Macierzyństwo ma swoje ciemne strony. Nie wstydź się o nich mówić. Dlaczego masz udawać, że zawsze wszystko jest Wow, podczas gdy raz jesteś na wozie, a raz pod nim? To zupełnie normalne. A mówienie o tym nie jest oznaką Twojej słabości. A tym bardziej nie oznacza tego, że narzekasz i nie cenisz tego, co dało Ci życie. Wierzę bowiem, że cenisz i dziękujesz za to wszystko Bogu każdego ranka i wieczora. Jak ja. Ale macierzństwo to nie świętość. Dziecko to nie tylko gołe stópki a mama to nie zawsze superbohaterka z super mocą. Macierzyństwo to część Twojego życia. Rola, którą przyszło Ci odegrać. Nie musisz za nią dostawać owacji na stojąco. Nie musisz ciągle stać na podium z maską na twarzy. Wystarczy, że będziesz sobą. Bo najlepszy aktor to taki, który w sztukę wkłada nie tylko talent, ale też serce. I nawet jeśli zapomni słowa wyuczonego na pamięć to sobie poradzi. Tak samo jak Ty.