Kto z nas powiedziałby tak do swojego dziecka? Daję milion, że staniecie i powiecie „w życiu!”. A jednak. Każdego dnia, zupełnie nieświadomie popełniamy błędy, które mogą skutkować tym, że wychowamy dziecko, które w siebie nie wierzy.

Znam taką dziewczynkę. Ma teraz 36 lat i wciąż brakuje jej pewności siebie. To nie moment, by rozliczać rodziców, ale sama jestem Mamą i wiem, że nasi rodzice również popełnili wiele błędów, których dziś mogą żałować. Wiem też, że sama będę żałowała wielu rzeczy i wypowiedzianych słów. Już żałuję. Czasem coś powiem, a potem analizuję to i myślę sobie „po co?”. Z drugiej strony codzienną pracą nad sobą i swoim modelem wychowania, mogę sprawić, że tego poczucia niezbyt dobrze wykorzystanego czasu będzie mniej. Każdego dnia. Ja w to wchodzę, a Ty?

Dlaczego podcinamy dziecku skrzydła?

Bo wiemy lepiej. Z racji naszego wieku i doświadczenia na pewne rzeczy patrzymy z zupełnie innej perspektywy. Bo jak dziecko mówi, że będzie astronautą, to my od razu zakładamy, że to niemożliwe. I nawet jeśli wydaje nam się, że to naprawdę nierealne, to zamiast powiedzieć: „Kochanie, realizuj swoje marzenia. Będę Cię w nich wspierała„, my mówimy „A wiesz, że żeby być astronautą…” i zaczynamy wyliczać. Albo „Twój Tato też chciał być astronautą, a został murarzem„. Potem idzie taki maluch do pokoju i myśli sobie: „Nigdy nie będę astronautą. Zostanę murarzem jak Tato.”.

A zaczyna się całkiem niewinnie. „Nie wchodź na to drzewo. Jest dla Ciebie za wysokie„. A przecież jak dziecko zacznie się wspinać i poczuje, że nie da rady, to samo zrezygnuje. Nie musisz zakładać z góry, że mu się nie uda. Nawet jeśli wiesz, że nie da rady, pozwól mu przekonać się o tym samodzielnie. Zniż się i spójrz na świat jego oczami. Oczami, które widzą wiele możliwości. Oczami, które chcą odkrywać świat i sprawdzać jak smakuje. Oczami, które chcą uczyć się na własnych błędach. Ty też byłaś takim dzieckiem. I jeśli ktoś Ci wtedy podcinał skrzydła, Ty rób inaczej.

I wiem czym się kierujemy. Strachem. Strachem, że jak wejdzie to spadnie. Że połamie sobie nogę, rozbije głowę. Poleje się krew. Bo przecież gdyby dziecko powiedziało, że sprawdzi czy przebiegnie przez ruchliwą ulicę, to nikt z nas by na to się nie zgodził. Tylko drzewo to nie ulica, a pewna miara samodzielności w podejmowaniu decyzji potrzebna jest nawet kilkulatkowi.

Potem jest już jazda bez trzymanki.

Zaczyna się od drzewa. Potem jest już jazda bez trzymanki. Zaczynamy porównywać. „A jaka ocenę dostał Janek?„. „Szóstkę?„. „A dlaczego Ty dostałeś piątkę?„. Niby zwykła ciekawość. Tylko, czy naprawdę jest ona konieczna? Potem idzie dziecko do swojego pokoju, my zapominamy o sprawie, bo przecież piątka to super ocena, a ono drąży w myślach, dlaczego nie jest tak dobre jak Janek. I wiem, że to są rzeczy, o których niby wiemy, pamiętamy, ale pytanie – „Czy naprawdę pamiętamy o tym każdego dnia i zanim coś powiemy, to myślimy 1000 razy czy naprawdę MUSIMY to powiedzieć?”

Dziecko z podciętymi w dzieciństwie skrzydłami może polecieć wysoko, ale ma znacznie gorszy start. Dziecko, które w dzieciństwie słyszy ciągle „nie„, bo „nie„, gdy jest dorosłe powtarza sobie dokładnie to samo. Do momentu, w którym zrozumie, że nie jest już kilkulatkiem, a dorosłym człowiekiem i nawet jeśli w dzieciństwie rodzice nieświadomie poodcinali mu skrzydła, może wzbić się na szczyt. Tylko, że niektórzy nie potrafią tego zrozumieć.

O ile lepiej by było, gdyby za kilkanaście lat nasze dzieci powiedziały: Urodziłaś mnie, wychowałaś i pozwoliłaś wyrosnąć moim skrzydłom. Dzięki Tobie poleciałem i jestem w miejscu, w którym czuję się szczęśliwy”.

Ale żeby tak było musisz zacząć nas tym świadomie pracować. Najlepiej dziś.

Dziś Maja, kiedy pisałam ten wpis podeszła i powiedziała, że jak dorośnie to poleci z Wiki do Ameryki odszukać Pana od „Maski”. Miałam już na końcu języka „ale”, kiedy uśmiechnęłam się i zapytałam, czy zabiorą mnie ze sobą. Jej uśmiech był dla mnie najlepszą odpowiedzią na to, że idę w dobrym kierunku…