Nigdy nie przepadałam za „zimną zupą„. Jak zupa to ciepła i rozgrzewająca, a jak nie ciepła i nie rozgrzewa to nie zupa.
Wszystko zmieniło się, kiedy któregoś upalnego dnia, jakieś 2 lata temu, jedliśmy w jednej z opolskich restauracji lunch. Serwowano wtedy chłodnik. Zjadłam, ponieważ był w zestawie. To był tradycyjny chłodnik litewski. I wtedy wszystko się zmieniło…

Pierwszy raz spróbowałam zupy w takiej formie. To była eksplozja smaku. Wiedziałam, że kiedyś zrobię podobny.
Czekałam na tą chwilę 2 lata. Tradycyjny chłodnik litewski zrobiony wiosną 2019 roku. I dziś dzielę się przepisem. Bierzcie i się częstujcie, dopóki jeszcze jest w sklepie botwinka. A jest!

Chłodnik litewski – idealna zupa na upał

1 pęczek botwinki
1 pęczek rzodkiewki
1 mały ogórek
koperek
szczypiorek
1 ząbek czosnku
1 kefir
1 mały jogurt
sól, pieprz, sok z cytryny, opcjonalnie cukier
1 łyżeczka masła

*zamiast jogurtu i kefiry możesz przyrządzić chłodnik ze zsiadłego mleka, lub w połączeniu zsiadłego mleka i śmietany 12 %.

Młode buraczki umyj i zetrzyj na tarce. Pokrój łodygi i liście botwinki. Podduś wszystko na maśle z dodatkiem ząbka czosnku ok 10 minut.
Na tarce zetrzyj rzodkiewki oraz ogórka. Wymieszaj kefir i jogurt. Wystudzone buraczki z botwinką połącz z rzodkiewką i ogórkiem, kefirem, jogurtem oraz przyprawami – sól, pieprz oraz sok z cytryny (opcjonalnie zamiast cytryny możesz dodać odrobinę octu). Ja dodaję też odrobinę cukru.
Pamiętny chłodnik był dobrze doprawiony i własnie z lekką nutą octowo – słodkawą.
Na koniec dodaj pokrojony koperek i szczypiorek.
Schłodź chłodnik litewski w lodówce.
Podawaj z ugotowanym jajkiem lub jako dodatek do młodych ziemniaków.

Smacznego!