Wczoraj przyjaciółka zadzwoniła do mnie, wystraszona, że odeszły jej wody. Akurat w chwili, kiedy była sama w domu, a jej mąż nie odbierał telefonu. Była podekscytowana, a zarazem nie wiedziała co ma zrobić w sytuacji, która ją spotkała.  To jej pierwsze dziecko. Powiedziałam jej, że najważniejsze to zachować spokój. Żałuję, że mieszkam tak daleko od niej, bo w minutę byłabym u niej. Zadzwoniła po teściową. Po chwili obie jechały do szpitala. Czekałam z niecierpliwością na jakieś wieści. Po kilku godzinach dostałam sms: „Wiozą mnie na blok. Trzymaj kciuki„. Wtedy przypomniałam sobie swoją przygodę z porodem, którą opisałam Ci TUTAJ. Tak, tak, cesarka to też poród, nawet jeśli komuś wdawałoby się, że to tylko operacja. Przeszły mnie dreszcze, a potem poczułam się niesamowicie dumna, z tego, że urodziłam dwie zdrowe córki. Wiedziałam, że ona czuje teraz to samo co ja, kiedy wieziono mnie na operację po raz pierwszy. Drugi raz, mimo, że wiedziałam z czym to się je, czułam się jeszcze gorzej – to chyba właśnie przez tę świadomość. Dlatego jeśli i Twój poród zakończył się cięciem, to pewnie przyznasz mi rację, a jeśli rodziłaś naturalnie to może niektóre fakty i Ciebie zainteresują. Niestety nie mam odniesienia w drugą stronę, bo naturalny poród nie był mi dany. Ale nigdy nie mówię nigdy. Któż to wie 🙂

3 fakty o cesarskim cięciu

1. Cesarskie cięcie to interwencja chirurgiczna

To poród, ale de facto zakończony trochę inaczej. I to trochę robi dużą różnicę. Bo cesarka to poważna operacja, podczas której przecinane są powłoki brzuszne.  Niby o tym wiedziałam, ale nigdy specjalnie o tym nie myślałam w tych kategoriach. A cesarka, jak każda inna operacja, wiążę się z poważnymi powikłaniami, zarówno dla matki jak i dziecka. Oczywiście najczęściej jest to wykonywana po to, by to życie ratować, ale … no właśnie. Ten strach, czy wszystko pójdzie tak, jak powinno, jest nie do opisania. Pamiętam jak leżałam na stole operacyjnym i zastanawiałam się, czy zobaczę swoje dzieci. Gdzieś mi w uszach szumiało, że któraś dostała krwotoku itd … Uczucia, które mi towarzyszyły trudno nazwać po imieniu. Ale … to wszystko da się przejść, by zobaczyć tę malutką, bezbronną kruszynkę, która właśnie się urodziła – i nie ważne jak!

2. Czy wszystko będzie dobrze?

Gdy kończy się zabieg, nie kończą się domysły. Pamiętam jak pojechałam na sale pooperacyjną i czekałam aż puści znieczulenie. Modliłam się o to, by odzyskać czucie w nogach, bo jego brak był dla mnie dołujący. W dodatku było mi zimno, miałam dreszcze, a na sali nie było nikogo, kto mógłby choćby ze mną porozmawiać. Nie było nikogo bliskiego. Zamiast cieszyć się szczęściem, trzymając w rękach swoje dziecko, było mi źle. Nie miałam dziecka, nie widziałam go, nie miałam kontaktu ze światem i nadal ciągle marzyłam tylko o tym, by już opuścić szpital … Ale … to wszystko da się przejść, by zobaczyć tę malutką, bezbronną kruszynkę, która właśnie się urodziła – i nie ważne jak!

3. Ból po cięciu utrudnia normalne funkcjonowanie

Pierwszą cesarkę zniosłam źle. Bolało mnie wszystko jeszcze długo po powrocie do domu. W szpitalu ciągle byłam na środkach przeciwbólowych, na widok których robiło mi się nie dobrze. Nie wiedziałam jak karmić, bo ból był tak duży, że nie miałam się jak ruszyć, zwłaszcza w pierwszej dobie po. Oczywiście z każdym dniem było lepiej, ale widok mam śmigających po korytarzu, chwilę po porodzie naturalnym był tym, czego naprawdę im zazdrościłam. Nie wspomnę o pierwszym stolcu. I tych głupich pytań położnych, czy byłam już w toalecie. A już w ogóle nie będę wspominała o wyciąganiu drenu … Po drugiej cesarce, na widok położnej, która przyszła mi wyjąc dren, na wydechu, zapłakałam … Ale … to wszystko da się przejść, by zobaczyć tę malutką, bezbronną kruszynkę, która właśnie się urodziła – i nie ważne jak!

Dziś Krysia tuli w rękach swojego synka. Rozmawiałam z nią i mówi, że czuje się kiepsko. Nie ma jeszcze pokarmu, każdy krok sprawia jej ból. Czuć było w głosie, że jest podłamana, że nie dała rady sama. Powiedziała, że nie chce mieć już więcej dzieci. A ja powiedziałam jej  to, co wie każda mama. Nie ważne jak – ważne, że jest na świecie. Że jest z nimi. A oni tulą go w ramionach. W końcu porody naturalne też nie są zabawą. W zasadzie zawsze wydawało mi się, że urodzić naturalnie to dopiero wyczyn. Teraz uważam, że wyczynem jest urodzić w ogóle dziecko! Dać nowe życie to najpiękniejsza rzecz, nierzadko okraszona strachem i łzami … A Krysia? Cóż. Po jej porodzie na końcu zostanie tylko blizna. A ponieważ zapach noworodka uzależnia, to gwarantuję, że za jakiś czas, za rok, dwa albo trzy zadzwoni do mnie któregoś razu i znów powie, że odeszły jej wody … 

Wszystkiego naj Kochana z okazji narodzin dzidziusia! Niech przynosi Wam szczęście i dumę i całe morze miłości!