Stało się.
To na co czekaliśmy tak długich 9 miesięcy.
Staliśmy się rodzicami nie jednej, lecz dwóch córek. Stałam się, jak to niektórzy mówią – podwójną Mamusią. A Wiki doczekała się rodzeństwa. Jest starszą siostrą. 29 września od tego roku będzie dla nas dniem wyjątkowym. To właśnie tego dnia na świat przyszła zarówno Wiktoria, jak i Maja. Uczucie nie do opisania. Zresztą, co by tu mówić. Znasz to doskonale. Narodziny dziecka to tak wyjątkowe przeżycie, że na prawdę ciężko opisać to w dwóch, pięciu, stu czy tysiąca słów. To się po prostu czuje w głębi serca, to przenika kości, obszywa całe ciało. Masz ochotę mówić o swym szczęściu każdej napotkanej osobie, a zarazem masz pragnienie przeżywać te intymne chwile tylko w gronie najbliższych.

Ja postanowiłam troszkę się z Wami tymi wszystkimi uczuciami podzielić. Zarazem dziękując Wam za każde ciepłe słowo, które usłyszałam od Was od momentu, gdy znalazłam się w szpitalu. Pocieszałyście, pisałyście, że jesteście ze mną, potem dzieliłyście moją radość, rozwiewałyście smutki i wątpliwości po porodzie. Dziękuję. To coś pięknego, wiedząc, że pisze się od serca, a ktoś na drugim końcu Polski czy Świata czyta to i jeszcze w dodatku dodaje Ci powera. Dziękuję.

Postanowiłam dzisiejszy wpis poświęcić na to, by nieco przybliżyć Wam to, co działo się od tych kilku dni. Może nie będzie to wielki poemat, Oskara pewnie też nie dostanę, ale mam nadzieję, że pomogę ukoić nerwy przyszłych Mam, które rodzą po raz pierwszy, drugi, czy trzeci, boją się tak jak bałam się ja i chciały bym opowiedziała o swoich odczuciach. To właśnie Wam dedykuję ten wpis Kochane.

Jak to się zaczęło?

Zaczęło się w niedzielę. To właśnie wtedy po moich ostatnich hercach na weselnych poprawinach, zaczęłam odczuwać PANIKĘ. Świadomość, że w poniedziałek rano o 6 biorę taksówkę i jadę do szpitala, by we wtorek powitać Majkę na świecie, była piękna, a zarazem przerażająca. Jak poradzi sobie Wiki bez Mamy? Bo, że Bartek da sobie radę, w to nie wątpiłam. Wiedziałam, że może nie posprząta każdego kąta w domu, że na stole będą okruchy, a zabawki Wiki porozrzucane będą po całym pokoju, a Młoda na śniadanie będzie jadła rogaliki z Nutellą, ale byłam pewna, że zadba o nią i że będzie w tym czasie dla niej i Mamą i Tatą w jednym. I się nie zawiodłam . To właśnie ten moment w życiu kobiety, kiedy widzi, że jej partner jest dla niej mega wsparciem, kiedy czuje, że bez niego chyba nie dałaby rady. Tak. Nie dałabym rady bez Ciebie. I dziękuję, że spisałeś się na medal. Kocham. 

Spać nie mogłam. Każda minuta raz się dłużyła, potem przyśpieszała. W końcu w poniedziałek zadzwonił budzik. Umyłam się, ubrałam, wezwałam taksówkę i pojechałam na Izbę Przyjęć, by tam móc spotkać niemiłe położne, niezadowolone z faktu, że o 6 rano przyjmują do szpitala pacjentkę. Takie to skutecznie ciśnienie potrafią podnieść. Na szczęście uspokoiłam swoje nerwy i ciśnieniomierz pokazał 120/80. Uff. Dodam tylko, że Panie oburzone były faktem, że przyjechałam tak wcześnie. Tłumaczenia, że o 7 mam być na Oddziale bo o 7.30 jest obchód a Pani Doktor musi wpisać mnie na listę cięć we wtorek, na nic się nie zdało. One były wściekłe. Ale wybaczam im. Pewnie zaspane biedne kobiety, a jeśli tak reagują na każdą pacjentkę to tylko im współczuję. Bo mają problem same ze sobą, jest im źle, są sfrustrowana, nieszczęśliwe. Jednym słowem – mają przechlapane one i ich domownicy. Ale z drugiej strony – no przepraszam – taki zawód, taka praca. Nikt ich tam na siłę nie pchał, więc troszkę zrozumienia by się przydało. Na szczęście gdy wjechałam na górę, spotkałam Panie będące całkowitym przeciwieństwem tych z Izby Przyjęć i od razu dzień stał się piękniejszy …

Na górze była krótka piłka. Obchód, decyzja o tym, że cesarka we wtorek o 9 rano, badania, kontrolne usg i po godzinie 10.30 oczekiwałam już tylko na wtorek. Dzień się dłużył i dłużył, miejsca znaleźć nie mogłam. Nie wiedziałam, czy leżeć i regenerować siły, czy chodzić by się uspokoić i nie myśleć o tym co mnie czeka. W końcu na wieczór poprosiłam o tabletkę nasenną. I to był strzał w 10. Spałam jak dziecko, podczas gdy koleżanka obok oka z emocji nie zmrużyła. Zatem pierwsza dobra rada. Jeśli czeka Cie planowe cięcie cesarskie, nie bój się poprosić o „proszki”, jeśli czujesz, że w nocy baranki będziesz liczyła. Ja poprosiłam i nie żałuję. Koleżanka nie poprosiła i żałowała.

Nadszedł wtorek. Gotowa miałam być na godzinę 7.30, by o 8 móc wyruszyć na Blok Porodowy. Od 8 w szpitalu czekał już Bartek, podekscytowany, a zarazem przestraszony tak samo jak ja, albo i bardziej. Gdy byli u mnie w poniedziałek w szpitalu, już wyczuwałam jego napięcie, choć starał się je skutecznie opanować. O 8 podłączono mnie do ktg, które trwało aż do wyjazdu na sale operacyjną. Czyli … 1, 5 godziny. I serio. Myślałam, że zwariuję. Leżenie w jednej pozycji przez ten czas wyprowadzał mnie z równowagi. W międzyczasie ogolono mnie, umyto, założono cewnik ( o zgrozo, piekło tak mocno, że po jego założeniu, marzyłam już o znieczuleniu…). W końcu dostaliśmy cynk, że sala gotowa. I pojechałam …

Cesarkę proszę …

Na bloku atmosfera była luźna, wręcz radosna. Tam spotkałam najmilszy personel, począwszy od lekarzy po pielęgniarki. Wszyscy uśmiechnięci, pytający o moje samopoczucie, zagadujący podczas operacji tak skutecznie, że w sumie zapomniałam o tym, że jestem operowana. Nawet udało im sie kilka raz mnie rozśmieszyć, może nie do łez, ale zawsze coś. Co ja mówię – były łzy 🙂 Nawet było ich dużo. Najpierw łzy strachu, potem już tylko łzy radości. O 9.49 usłyszałam w swoim życiu drugi najpiękniejszy krzyk, jaki usłyszeć może kobieta. To była ONA. 3400 gram szczęścia i miłości w jednym. Od tej pory myślałam już tylko o niej. A gdy w międzyczasie zaczęłam myśleć o Wiki, to poziom hormonu szczęścia tak niesamowicie się podniósł, że serio, miałam ochotę wstać i biegać. Był tylko jeden problem. Nie czułam nóg.

Ale co jest problemem na dana chwilę, za chwilę może już nim nie być. Więc gdy puściło znieczulenie, zaczęłam wymachiwać paluszkami, nogami, zgięcia, wyprosty. W końcu tak się rozgrzałam, że gdy inne leżały pod kocem elektrycznym , ja poprosiłam o zdjęcie ze mnie pościeli. Było mi tak ciepło i błogo, że zostałam okrzyknięta pocesarską mistrzynią odwagi. Odważna bo się rusza, odważna bo jej ciepło, odważna bo bez zająknięcia wstała po 6 godzinach od cc, usiadła na wózek i pojechała winda na górę. Na spotkanie z NIĄ.

Spotkać chciałam, ale …

Ale do spotkania, trochę minęło … i tu zaczął się smutek, łzy, przerażenie i masa emocji, znów trudnych do opisania. Bo podczas, gdy koleżanka obok, która oka zmrużyć dzień wcześniej nie mogła, już tuliła swoją córeczkę, mi kazano czekać. Czekałam, czekałam, sama nie wiem na co. Informowano mnie tylko, że mam czekać na lekarza, który powie, kiedy dadzą mi małą. Nikt nie chciał nic powiedzieć, no bo tajemnica lekarska obowiązuje, a ja z nerwów włosy sobie rwałam. W końcu ubłagałam położną, by rzekła słówko. Zgodzić się nie chciała, ale widząc moje łzy uległa. Powiedziała, że z Małą wszystko ok, ale ma jakieś problemy z oddychaniem, leży w inkubatorku i ja obserwują. I choć wiem, że bywają dużo straszniejsze diagnozy, to ta nie dawała mi spokoju. Leżałam, myślałam, płakałam i … tęskniłam.  W końcu pozwolono Bartkowi wejść do małej i do mnie. Porozmawiał z lekarzem i uspokoił siebie i mnie. Najprawdopodobniej zaburzenia adaptacyjne, które powinny minąć jutro, pojutrze, ale obserwować trzeba. O 9 wieczorem zdjęto mi cewnik, pozostawiając do rana dren i już o 10 pomaszerowałam zobaczyć córeczkę. Leżała taka malutka w inkubatorku, a mi serce się krajało. Bo nie mogłam nic zrobić. Ale wierzyłam, że już jutro będzie lepiej. Musiałam na noc ją zostawić. I znów tęsknota, nieprzespana noc, smutek. Dostałam ją do siebie następnego dnia o godzinie 14.00. Cudowne uczucie. Po prostu zachłysnęłam się macierzyństwem. Nagle przestało wszystko boleć. Nie potrzebowałam już środków przeciwbólowych. Od tej pory marzyłam tylko o tym byśmy znaleźli się w domu. I doczekałam się. W piątek Maja przekroczyła próg naszego domu i zaczęło się nasze życie już we czwórkę….

Ale o tym, co się działo po i jak jest teraz opowiem Wam innym razem…

Jak zatem było?

Drugą cesarkę zniosłam o wiele lepiej. Szybciej doszłam do do siebie, mniej bolało, szybciej wstałam i na prawdę nie było tragedii. Wyciąganie drenu, choć mega stresujące, było wykonane bardziej profesjonalnie, więc tu miło się zaskoczyłam. Ogólnie cały pobyt w szpitalu oceniam na 8/10. Czyli było PRAWIE idealnie. Prawie, bo w dalszym ciągu nasz poród był operacją, więc i dyskomfort był i jest. Tego nie da się przeskoczyć. Był strach, był ból, ale to minęło. A co przed nami?

Napisałabym bajkę, że przed nami idylla, że będzie wspaniale i w ogóle życie jak w Madrycie. Jak będzie? Będzie tak jak z dwójką dzieci. Nieprzespane noce, zazdrość starszej siostry, płacz, histeria, pieluchy, choroby i gorączki, ząbki , przedszkolne i szkolne dylematy. Będzie po prostu życie. Ale za to jakie życie?

Ktos kiedys powiedział, że każdy ma zycie takie na jakie zasłużył. Ja wierzę, że wszyscy zasłużyliśmy na życie wyjątkowe. I niech główne skrzypce gra w nich miłość. Tego życzę sobie, a przede wszystkim Wam.

Kochajcie i bądźcie Kochane.

Ściskam Was mocno. Mamalife 

nowe-1-53

 

 

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułŚpię z nią i dobrze mi z tym
Następny artykułCzy to naprawdę koniec?
Matka, Żona i Blogerka. Z wykształcenia magister Fizjoterapii i Kosmetolog. Z głową pełną niebanalnych pomysłów, energią i pozytywnym myśleniem. Autorka wszystkich tekstów na blogu. Zakochana w swoim Canonie :)
  • Iwona

    Kochana miło się czyta o tym jak nerwy przeradzaja się w wielką miłość. U mnie druga cesarka też była jakby prostsza. Uważajcie na siebie 🙂

  • moni

    Opisałś to super:) Mimo,że ja mam termin na koniec grudnia to już się bardzo boję,a to moja pierwsza ciąża. Mimo wszystko skrzydeł dodaje mi myśl i świadomość tego,że powitam na świecie moją kruszynke,która rośnie pod moim sercem. Czekamy na Nią:-) A Was pozdrawiam ,gratuluje i życzę cudownych chwil spędzonych razem!

    • magda

      Bardzo lubię Twojego bloga;)Super się go czyta,piszesz z taką lekkością...Czytam czasami Twoje wpisy mojemu mężowi, któremu również się podoba to co piszesz;)Bardzo się cieszę Waszym szczęściem , życzę Tobie i Twojemu mężowi cierpliwości, przespanych nocy i wielu radosnych chwil :)Powodzenia i buziaki dla coreczek; ););)

  • wereyra

    A mozna spytac czy cesarka z wyboru czy z koniecznosci??:) piekny wpis, ja mam termin za 3 tyg, czekam na mojego synka,aby moc go przytulic i zachlysnac sie macierzystwem jak Ty:)

  • Aneta Skierkowska

    Witaj Mamo dwóch kochanych córeczek!!! 🙂
    Świetny tekst, a słowa zawarte na samym końcu - piękne!
    Widzisz? Dałaś sobie świetnie radę. 🙂
    Nasza córeczka również urodziła się poprzez zabieg cesarskiego cięcia. Nie było innego wyjścia z racji, iż miałam mocno zwężoną miednicę. Prawie w ogóle mnie nie poszerzyło podczas ciąży. 😉 No i drugim z powodów był fakt, iż córeczka była duża. Zbyt duża jak na moje gabaryty. 😉 Mojemu porodowi również towarzyszyły ogromne emocje i strach - przede wszystkim strach. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, choć miałam teoretyczny zakres wiedzy, jak wygląda cięcie krok po kroku. Moje lęki były szczególnie spowodowane tym, iż zastanawiałam się, czy faktycznie po znieczuleniu nie będę nic czuła i czy Maleńka urodzi się zdrowa. Wszystko poszło dobrze. Operację przeprowadzała moja Pani doktor, która prowadziła naszą ciążę. Została wtedy dłużej na dyżurze.
    Do szpitala trafiłam 5 raz i za piątym urodziłam. 05.05.2015 r. to dla nas wyjątkowa i niezapomniana data. Do dziś śmiejemy się, że ma w dacie same piątki, więc to dziewucha na 5. :* Pisałaś, że trafiły Ci się niemiłe Panie na sali przyjęć. Ja natomiast fatalną opiekę miałam już od samego początku. Gdyby nie mąż i mama, umarłabym tam z rozpaczy i... głodu!!! Poważnie! Położne były nieuprzejme, krzyczały na mnie. Pod wieczór, tego samego dnia po zabiegu, już chodziłam. W zasadzie to już od tamtej pory nosiłam córeczkę na rękach, gdyż zostałam ze wszystkim sama. Ze strony personelu medycznego nie mogłam liczyć na pomoc. Narzekam na opiekę, bo była fatalna! 🙁 Nie mogłam się doczekać kiedy wyjdę do domu.
    Na sali operacyjnej zaś było więcej tych uprzejmości. Domyślam się, że spowodowała to obecność mojej Pani doktor...
    Na szczęście to wszystko mamy już za sobą. W domu z pomocą rodziny, doszłam do siebie i wszystko powoli sobie poukładaliśmy. Nasz świat obrócił się o 360 stopni. Ale niczego nie żałujemy. Spełniło się nasze największe marzenie. Dziś ma ono już 5 miesięcy. W zasadzie te 5 miesięcy kończy jutro. 😉
    Po porodzie każdy strach przeradza się w radość!

  • Przede wszystkim gratuluję, bo nie miałam wcześniej okazji 🙂 Piękny wpis 🙂
    Co do cesarki, to trochę Ci zazdroszczę, bo ja drugą zniosłam o wiele gorzej niż pierwszą. Jestem 3 miesiące po porodzie, a do tej pory rana nie do końca się zagoiła. Ale jestem dobrej myśli, a dzieci wynagradzają wszystko 😉

  • I just want to mention I am very new to blogging and site-building and seriously liked this blog. Likely I’m planning to bookmark your site . You actually have very good articles. Appreciate it for sharing with us your website.

  • I simply want to say I am all new to weblog and truly savored your page. Likely I’m planning to bookmark your website . You certainly have fantastic posts. Appreciate it for sharing your website.