Kiedy rok temu zaczęłam czytać książkę o tym, jak zostać finansowym ninją, byłam podekscytowana tym, że w końcu będę Perfekcyjną Panią Domu. Że w rok zaoszczędzę na zimowe wakacje, a za dwa lata za oszczędności polecimy na Bali. To było rok temu. Trochę żyłam marzeniami. Ale kto komu zabroni?

A potem tak mi się życie poukładało, że w sumie muszę zaczynać od nowa. W dodatku samodzielnie. I nie ukrywam, że ogarnięcie domowego budżetu w pojedynkę, jest jeszcze bardziej skomplikowane, niż kiedy nad tym wszystkim czuwa dwójka pracujących osób. Potrzeby dzieci wcale nie maleją, natomiast budżet domowy, którym trzeba rozdysponować już niestety tak. A mimo to, powiem Ci, że udało mi się odłożyć pierwsze złotówki na konto oszczędnościowe. Tak. Złotówki. Nie setki czy tysiące. Ale od czegoś zacząć trzeba. Czyli ostatnio moje ulubione powiedzenie – krok po kroku.

Temat budżetu domowego, jak sama widzisz, jest dla mnie jeszcze bardziej ważny, niż rok temu. I pomimo tego, że czasem odnoszę wrażenie, że wciąż go nie ogarniam, powoli się uczę i widzę swoje pierwsze małe sukcesy. A te złotówki są tego najlepszym dowodem. Przy dzieciach jest to szalenie ważne, by tak zarządzać pieniędzmi, które mamy, by nie popaść w tarapaty finansowe, z których trudno będzie się wydostać. Po rozwodzie, mój budżet domowy będzie dla mnie jeszcze większym wyzwaniem, bo dojdą mi inne zobowiązania, dziś dzielone wciąż na pół. Ale jak się do tego przygotuję teraz, tak mam nadzieję, zaprocentuje to na potem. Na wcale niedaleką przyszłość.

Budżet domowy, czyli jak zaczęłam porządkować domowe finanse?

Jak wspomniałam. Krok po kroku. Nim sama się za to wzięłam, uporządkowałam to sobie w głowie. Łatwo jest mieć zapał, a potem go stracić, kiedy nie ma się jakiegoś CELU. U mnie tak właśnie wyglądało to rok temu. Miałam zapał, czytałam, chłonęłam wiedzę, a potem wszystko się rozeszło. Dopiero sytuacja życiowa, uświadomiła mi, że jeśli nie wezmę sprawy w swoje ręce, to bardzo się w tym pogubię. Oczywiście dla każdego CEL może być inny. Ja wzięłam pod uwagę dobro dziewczynek i to, żebyśmy w przyszłym roku mogły pojechać na fajne wakacje, nim Wiki rozpocznie pierwszą klasę. Na razie nie myślę o tym, by odkładać „zabezpieczenie”, bo muszę jeszcze wiele rzeczy dopiąć w związku z naszymi finansami, ale ten CEL jest przede mną i zacznę go realizować w przyszłym roku.

CEL był pierwszy krokiem. Drugim było działanie. Najpierw spisałam sobie w organizerze wszystkie swoje comiesięczne zobowiązania. Na każdy miesiąc spisuję te stałe, a w międzyczasie dodaję to, co się pojawia dodatkowo. Zapisuję każdy wydatek. Zaczęłam również „kolekcjonować” paragony, segregując je w teczkach, oznaczonych kolejnymi miesiącami. Dzięki temu wiem, ile np. comiesięcznie wydaję na jedzenie. Jeśli dopiero zaczynasz startować  budżetem domowym, z doświadczenia mogę podpowiedzieć Tobie, by pierwszy miesiąc był miesiącem testowym. Bo jeśli założysz z góry, że na jedzenie możesz wydać na Waszą rodzinę powiedzmy 2000 zł, a wydajecie 3000, to ciężko Ci będzie od razu uszczuplić konsumpcję o 1000 zł. Najpierw pomyśl, a dopiero potem planuj. I bądź realistką. Jeśli wydajecie 3000 zł na jedzenie, nie staraj się być tak perfekcyjną, by założyć z góry, że od tej pory przeznaczysz na to 1500 zł. Choć stopniowo to może być całkiem realne.

Fajnym rozwiązaniem jest przygotowanie kilku kopert i rozdysponowanie pieniędzmi na początku miesiąca tak, by do każdej trafiła odpowiednia kwota. Niestety u mnie to rozwiązanie, choć ciekawe, nie sprawdziło się, ponieważ nie mam jednego dnia, w którym dostaję wynagrodzenie. Ogólnie moja praca jest taka, że czasami wynagrodzenie przychodzi na początku, czasem na końcu, a czasem w środku miesiąca. Albo jednego miesiąca nie mam nic, a dopiero następnego mam pracę i pieniądze. W takiej sytuacji ważne jest, by mieć pewnego rodzaju stabilizację finansową, a pieniądze odłożone na wszelki wypadek, mają sens.
Dużo gorzej, kiedy tej stabilizacji nam brakuje, a problemy nawarstwiają się, powodując to, że popadamy w długi. Bywa również i tak. To jest to, czego osobiście poję się zawsze najbardziej, bo znam ludzi, którzy popadli w kłopoty finansowe, nie dlatego, że byli rozrzutni, ale właśnie dlatego, że nie umieli kontrolować swojego budżetu na bieżąco, albo co gorsza, znaleźli się w takiej sytuacji życiowej, która w pewnym momencie i na pewien czas, pozbawiła ich pewnych dochodów, a długi rosły i rosły i ciężko było w jakiś sposób to wszystko sensownie uregulować. Bo kiedy musisz spłacać comiesięczne zobowiązania, a nie masz w danym momencie takiej możliwości, to niestety te zobowiązania nadal rosną, a nie maleją i to prosty krok do większych tarapatów. Czy w takich sytuacjach najlepszym rozwiązaniem jest zamknąć oczy i udawać, że nic się nie dzieje? To byłoby najlepsze, bezproblemowe rozwiązanie. Ale niestety tak się nie da.

Istnieje natomiast inne rozwiązanie, najbardziej korzystne dla kogoś, kto ma na utrzymaniu całą rodzinę i jest odpowiedzialny. I prawdą jest, że kiedy popadamy w kłopoty finansowe, to najczęściej odbijają się one na naszych relacjach z najbliższymi. Zaprzątnięci tym, jak uregulować swoją sytuację finansową i w końcu osiągnąć zadowalający poziom zarządzania swoim budżetem domowym, odsuwamy się od zajęć, które na co dzień sprawiają nam radość. Bo jak efektywnie bawić się z dzieckiem, kiedy myśli wciąż krążą wokoło finansów? Partnerem dzisiejszego wpisu jest KRUK S.A, który zaprosił mnie, bym podzielił się z Wami swoimi sposobami na to, jak JA ogarniam domowe finanse krok po kroku. I właśnie Oni mają dla nas wszystkich jedną, złotą radę – jeśli ma się dług np. w KRUKU-u, nie warto udawać, że nic się nie dzieje. Firma na swojej platformie e-kruk.pl, pomaga klientom znaleźć perspektywę wyjścia, z pozoru beznadziejnej sytuacji. Za pośrednictwem platformy można ustalić sobie spłatę swoich zobowiązań, w zależności od tego, jakim budżetem dysponujemy. Takie uporządkowanie problemów i pozbywanie się systematycznie swoich zadłużeń, sprawia, że nasza głowa jest spokojna, a tym samym wraca poczucie bezpieczeństwa i chęć do radosnego życia.
To chyba najbardziej uniwersalna rada, jaką można usłyszeć.

Oczywiście najlepszym rozwiązaniem, byłoby to, by w długi nigdy nie popadać.
By dysponując domowym budżetem, dysponować pieniędzmi, które faktycznie mamy, a nie tymi, które możemy mieć „na kredyt” chociażby. Kupowanie pod wpływem impulsu, wydawanie na przyjemności, na które nas nie stać, bo „przecież spłacę, jak dostanę wypłatę”, to pierwszy krok w drodze do zadłużenia. Oczywiście nie zawsze da się uniknąć jakiegokolwiek kredytu i niestety coś na ten temat wiem, ale im bardziej dążymy do tego, by wzbogacić się o wiedzę na temat gospodarności, tym lepiej wychodzi nam wprowadzanie tej wiedzy w życie.

Na stronie KRUK.SA znalazłam też fajny artykuł o oszczędzaniu. Myślę, że warto, byś zajrzała do niego, ponieważ, choć są to sprawy „niby oczywiste”, mi umykają każdego dnia. Czy wiedziałaś na przykład, że używanie bieżącej wody podczas mycia naczyń, może spowodować stratę nawet 9 litrów wody w minutę? Dobrym pomysłem na oszczędzanie jest, według poradnika, robienie zakupów za pośrednictwem Internetu (muszę się w końcu przekonać) i przede wszystkim planowanie posiłków. Jedzenie na mieście, nawet w ekspresowym barze, to w skali miesiąca naprawdę spory wydatek, a zaoszczędzenie tych pieniędzy to pierwszy krok do… spełnienia swoich marzeń.

Za koniec nieśmiało zachęcę Cię, do zobaczenia, w kilku prawdziwych historiach, jak zwyczajni ludzie, tacy jak my, radzą sobie ze swoimi kłopotami finansowymi  i wychodzą na prostą. I najlepiej jeśli właśnie z takich historii wyciągniesz dla siebie to co najlepsze – mądrość i wiedzę. I ja zrobię dokładnie to samo!

I pytanie – jak Ty ogarniasz domowy budżet? Masz swoje sposoby?