Gdy byłam nieco młodsza, bałam się dwóch rzeczy – ślubu i porodu.

Dziś jestem 7 lat po ślubie i na myśl o tym, że ten najwspanialszy dzień w moim życiu, kiedyś powodował we mnie paniczny strach, śmieję się sama do siebie. No bo jak można się bać ślubu? Zakładasz wymarzoną białą suknię, ślubujesz dozgonną miłość temu, który dla Ciebie jest całym światem, bawisz się fantastycznie do białego rana, by po cudnej nocy poślubnej, móc wyjechać na odjazdową podróż poślubną na Bora Bora 🙂 ( z tym Bora Bora to mnie może jakaś przedporodowa fantazja złapała, ale jakiś Paryż, Wenecja … u nas był to Karpacz (tak, tak, ten nasz polski Karpacz hehe), w dodatku tylko 3 dni, ale i tak było MEGA 🙂 … Potem wracacie do domu, by razem wić wspólne gniazdko, każdego wieczora sączyć czerwone wino, w blasku świec, przy romantycznej kolacji … I czegóż tu się bać?

Ale z porodem to już inna bajka

Kto ma go za sobą, wie o czym mowa, a kto jeszcze go nie doświadczył, domyślać się może i niech mi wierzy na słowo – tu naprawdę jest się czego bać. I nie ważne, czy rodzisz po raz pierwszy, czy dziesiąty. Ty się po prostu boisz. Kogo nie spytam, odpowiada śmiało – „najbardziej bałam się bólu”. Bo z jednej strony zdajesz sobie sprawę z tego, że każda to przechodzi, że doświadczyła tego Twoja prababcia, babcia, mama, teściowa, sąsiadka, siostra, przyjaciółka. One mają to za sobą, żyją, mają sie dobrze. Ba – mimo bólu zdecydowały sie na drugie, trzecie, czwarte czy nawet dziesiąte dziecko. No to kurcze – jak to jest? Boli czy nie boli? Otóż boli jak nie wiem co! (ponoć), ale ból znika, gdy do Twego spoconego z wysiłku ciała, przykładają TWOJE bezbronne dziecko – owoc Waszej miłości … i w czasie, gdy Ty nie odrywasz oczu od dziecka, mogą Cię szyć, myć, cuda wianki z Tobą robić,  w międzyczasie jeszcze urodzisz łożysko, by o wszystkim lada chwila zapomnieć – bo na świecie jest już ONO. Nic więcej się nie liczy …

Tak mi to zawsze przedstawiano i na taki scenariusz się szykowałam. Wiecie taki schemat:  skurcze – ból – skurcze – jeszcze silniejszy ból – skurcze – mega silny ból – skurcze – masz ochotę mdleć, albo nagle stwierdzasz jak moja siostra, że wychodzisz ze szpitala bo nie urodzisz i zaczynasz pakować torbę – skurcze – totalny hardcore – parte – powoli dochodzisz do siebie , ale nadal boli – widać główkę – jeszcze boli – jeszcze chwilka i … JEST, JEST, płaczesz Ty, płacze dziecko, płacze Tata, płacze cały personel. Potem albo ON mdleje, albo przecina pępowinę. Generalnie jest radość, euforia i już nie boli. 
Ale jak to w życiu bywa, nie zawsze jest tak kolorowo, o ile w ogóle poród można rozpatrywać w kategorii kolorów. Dla mnie jego odcieniami są czarny i biały. Te wszystkie róże, błękity, ochy i achy rezerwujemy na czas „po porodzie”. U mnie miało być precyzyjnie – jak w zegarku. Mechanizm doskonały, nie do zdarcia. Tyle, że  zaszwankował i  jak już wiecie wszystko co miało być tak,  jak zaplanowałam, skończyło się na dwóch słowach  ” idziemy na cięcie”. Ulotniła się tokofobia, na rzecz cesarkofobii lub cięciofobii, jak kto woli:)

Co było potem? Ano, potem był okropny BÓL. I jak to przy porodzie naturalnym, przeszłam wszystkie jego fazy. Jak to wyglądało? Zakładanie cewnika – ból – wbijanie się igłą w kręgosłup – ból – tracisz czucie w nogach – strach – zaczyna się operacja – czujesz dziwne szarpanie, myślisz sobie czy oby na pewno będzie działać znieczulenie, czy może zaraz puści i będziesz musiała przejść cesarkę na żywca :). Są też Twoje krążące myśli, wokół tego jak to się skończy (ponoć przy porodzie naturalnym, tak boli, że nie masz czasu myśleć:) ) – pokazują ci dziecko, po czym JE wywożą w siną dal, a ciebie zszywają – jedziesz na sale pooperacyjną – leżysz i zaczynasz się trząść – puszcza znieczulenie – ból – puściło całkowicie – cholerny ból – wciąż nie masz przy sobie dziecka – dostajesz leki – po kilku godzinach każą ci wstać – masz ochotę mdleć, a tu przywożą Twój skarb i zostajesz Ty i ONO – idziesz do toalety – każdy krok to okropny ból – błagasz o leki – dostajesz, ale wciąż boli – z czasem ból znika … No i jak? Kolorowo? Nie bardzo. Totalnie czarno – biało.

Mamy więc my – MAMY –  strach przed BÓLEM

Niezależnie od sposobu ukończenia ciąży, strach przed porodowym bólem jest i za nic w świecie się go nie pozbędziesz. Ja się go nie pozbyłam. Ba. Mając świadomość tego, co mnie czeka, leżę na szpitalnym łóżku i … na samą myśl jest mi gorąco. Bo wiem, że boleć będzie i jak jeszcze raz usłyszę od kogoś, w ciągu tego ostatniego tygodnia „super, będzie cc, przynajmniej nie będzie Cię boleć”, to obiecuję – położę delikwenta obok i każę Go pociąć tak jak mnie. A co! Niech wie , z czym to się je.

Ale BÓL to nie wszystko. ON MIJA

Jest jeszcze strach przed tym, by z Mają było wszystko ok. By wszystko sie dobrze powiodło, BA! By na początek wszystko się dobrze rozkręciło, by móc się równie dobrze skończyć. I to chyba ten strach na chwilę obecną jest u mnie dominujący. I ten strach widać u wszystkich kobiet , leżących tu na opolskiej porodówce. Widzisz ten strach, gdy rano każda ustawia się w kolejce na badania, potem gdy czekają na konsultacje do lekarza, gdy pędem biegną na ktg, gdy siedzą i rozmawiają, w tle słyszysz „marzę, by mieć to za sobą”. Każda z nich, każda z NAS, chce urodzić zdrowe dziecko, chce być już w domu, by móc w końcu zacząć cieszyć się MACIERZYŃSTWEM! Wychodzić na jesienne spacery, tulić, całować te małe stópki, napawać się zapachem gołego ciałka, przeżywać pierwszy płacz, pierwszą kolkę. By po prostu być MAMĄ. Taką wiecie,  na pełny etat. A, że póki co ta chwila jeszcze przed nami, to wyobrażasz  sobie nasze lęki? 

Co dalej?

Jest jeszcze strach przed tym, co przed nami, dla większości strach przed nieznanym. Czy sobie poradzę w roli mamy?, Jak wychowamy dziecko?, Jak ogarnę to wszystko po powrocie do domu? Jakie będzie moje dziecko? Mnóstwo pytań i czasem wątpliwości. Co kobieta, to inne odczucia. Znasz to prawda?

I choć doświadczona ze mnie mamuśka, to jednak wciąż zadaję sobie te same pytania. Dziś myślę sobie:

Jak to będzie z dwójką ?

Wiem, że będzie dobrze,ba –  wiem, że będzie cudownie, ale póki sama tego nie doświadczyłam, to najzwyczajniej w świecie się boję …

Boję się, a zarazem jestem dziwnie spokojna. Gdy pomyślę, że już tylko dni lub nawet godziny dzielą mnie od TEJ CHWILI, to na twarzy maluje się uśmiech. Może taki lekko skrzywiony, ale wciąż uśmiech. I ten błysk w oku. Wiem, że ból prędzej czy później minie, strach, przed tym , by wszystko dobrze się zakończyło – też. Z chwilą, gdy Maja będzie z nami, to wszystko co złe –  minie. Gdy wrócę do domu, już po tygodniu stwierdzę, że jestem super hiper zorganizowana i w ogóle MAM MOC.

Ale miną dni, tygodnie, a w moim szczęśliwym świecie, słowo strach wciąż będzie dawać o sobie znać. Może bardziej będzie to niepokój, nie taki paniczny, ale wciąż niepokój. On chyba będzie mi towarzyszył zawsze. Bo tak to właśnie jest. Zostajesz rodzicem  zaczynasz zdawać sobie sprawę, że o te Twoje dzieci, Ty się po prostu martwisz. I nawet gdy wyfruną z domowego gniazda, założą własne rodziny, Ty gdzieś tam w głębi serduszka sie martwisz. Przeżywasz ich ślub, ich poród, smutki i radości. W końcu jesteś MAMĄ. Najstarszą instytucją na świecie.

I tą mamą będziesz zawsze …

Ktoś kiedyś powiedział „Strach potrzebuje broni – ze strachu przed strachem”. Moją bronią jest MIŁOŚĆ . To właśnie ona sprawia, że każdego dnia walczę ze swoimi lękami. Każdego dnia budzę się silniejsza i świadoma tego, że to co piękne, jeszcze przede mną. Budzę się z myślą, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. I Wam, moje Kochane życzę tego samego. Byście tę siłę odnajdowały w sobie zawsze i bez względu na wszystko, bez względu na to, z jakimi przeciwnościami przyjdzie Wam się w życiu spotkać, pamiętajcie, że nie jesteście same. Zawsze będzie obok Was ktoś, kto Was kocha. Zawsze będzie ktoś, kogo kochać będziecie Wy. I niech to uczucie budzące Was każdego dnia będzie tym, co w Waszym życiu najpiękniejsze:)  

Tego życzy Wam Mamalife 🙂 a Wy życzcie mi szczęśliwego rozwiązania. I lepszego jedzenia, bo o zgrozo, szpitalne jest nie do przełknięcia. A ja tak kocham jeść … 🙂

 

ps. a jeszcze wczoraj na spacerze było tak …

 

nowe-1-36    nowe-1-27  nowe-1-49nowe-1-33 nowe-1-48nowe-1-38  nowe-1-46 nowe-1-44

czapeczka, kamizelka, spodnie – Zara
butyEmel najnowsza kolekcja, polecam!:) w Opolu kupicie je w Little Lena