Kiedy pojechaliśmy tydzień temu zbadać oczka Wiki do Krakowa, wiedzieliśmy, że musimy jakoś zrekompensować jej 2 godzinną wizytę u okulisty. W ogóle trzeba było namówić ją, by tam weszła, więc wykorzystaliśmy nasz standardowy trik, w stylu „jak będziesz grzeczna i dasz się zbadać to pójdziemy tu a tu, albo kupimy to, a to„. Też tak czasem robisz? Jakoś trzeba sobie radzić. Padło na aquapark. Nauczeni pozytywnymi doświadczeniami z Karpacza albo z Białki Tatrzańskiej, wiedzieliśmy, że będzie Wow. Czy było Wow? O to mnie pytaliście. Śpieszę więc Was oświecić, czy warto, czy nie warto.

 O Aquaparku słów kilka … w podpunktach 

1. Zacznę od obsługi. O ile Panie w kasie są bardzo miłe, a Pan ochroniarz to już w ogóle miód na moje serce ( Matka roztrzepana torbę w sklepie zostawiła, przypomniała sobie dopiero jak zaczęła się rozbierać, ubrana podreptała przed kasę, a że procedury wyjścia jakieś dziwnie skompilowane, Pan podreptał jeszcze szybciej niż Ona i torba w mig była u Matki z powrotem), tak Panie sprzątające w przebieralni już niezbyt sympatyczne. Albo trafiliśmy na jakiś gorszy dzień. Ale cóż – każdemu się zdarza. Tylko czasem niepotrzebnie psuje się humor sobie i każdemu dookoła.

2. W środku panuje dziwny mikroklimat. W jednej części za gorąco, w drugiej za zimno. Najdziwniejsze jest to, że zimniejsze powietrze wyczuwalne jest w strefie dziecięcej i to pierwszy minus basenu.

3. Nawiązując do strefy dla dzieci. Woda dla mnie zdecydowanie za zimna. Znacznie cieplejsza panowała np. w „sztucznej rzece”. O ile dla 3 letniego dziecka ta chłodniejsza nie sprawiała różnicy, o tyle Maja niestety troszkę się trzęsła i w ostateczności siedziałam z nią w ciepłych bąbelkach, które tak ja zrelaksowały, że Młoda odpłynęła szybciej niż zdążyłam o tym pomyśleć.

3. No właśnie – bąbelki, jacuzzi, czy jak to tam się nazywa. Tylko solankowe. Trzeci minus dla basenu. Maja intensywnie się ślini, jak każde inne ząbkujące dziecko, a co przynosi takiemu ulgę? Wkładanie rączek do buzi. Wyobraź sobie jej skrzywienie, gdy włożyła rączki a tam … sól, sól i sól. Musieliśmy wyjść. Resztę pobytu, w oczekiwaniu na drugą część ferajny, spędziłyśmy na leżaczkach opatuleni kocykiem.

4. Jak już sobie basen minusujemy – światło. O 20 włączono jaskrawe zielone światło. No jak lubię klimatyczne miejsca, tak ten kolor wyjątkowo mnie denerwował. Ale to odczucia moje i Bartka. Reszcie zdawało się to nie przeszkadzać. Za to mój aparat się zbuntował i zdjęcia też zielone zrobił. Buuu….Skrzywienie matki blogerki 🙂 Na mnie to w ogóle patrzyli jak na wariata jak z tym Canonem biegałam za Wiki. Tobie tego nie polecam. Podłoga jest śliska. Wiem, że istnieje coś takiego jak klapki, ale wytłumacz 3 latce, że za każdym wyjściem z basenu ma założyć klapki? Więc zaliczyliśmy jedną glebę. Szczęśliwie – bez szwanku.

Ale żeby nie było, że same negatywy

6. Rwąca rzeka – to własnie tam Wiktoria bawiła się najlepiej. I ja. I Bartek. Zdecydowanie nasz hit. Tam było ciepło i po prostu atrakcyjnie. Wiki w rękawkach sunęła po wodzie. Sama. Szkoda, że nie mam zdjęć. Ale rozumiecie – wolałam, by mój aparat z wyprawy wrócił cało.

Z innych atrakcji nie korzystaliśmy, ale są długie zjeżdżalnie, pontony i inne bajery. Starsze dziecko będzie mieć co robić. Jest też mini bar, bez ochów i achów, ale jest. Wodę kupić można. Jest też siłownia. Ale kto idąc na basen z dzieckiem o nią zahaczy? Ale jest. Widać ją dokładnie. Siedzisz sobie w jacuzzi, patrzysz w górę, a tam spocony Pan 40 + patrzy na Ciebie siedząc i pedałując na rowerku. Wrr. Nie lubię takiego widoku. Właściwie to zawsze zastanawia mnie, czemu takie rozwiązania są na basenach. To ma zachęcić pływających do siłowni, czy tych przepoconych do skorzystania z basenu?. Lepiej się ćwiczy, jak się patrzy na ładne, wymodelowane ciała? Chyba tak. Ale moje wymodelowane nie jest, więc … 🙂

Wracając do strefy dziecka? Mamy kilka zjeżdżalni, mamy wielki piracki statek, który jest atrakcją nie tylko dla dzieci, ale też ich rodziców. My o tym nie wiedzieliśmy i przy pierwszym podejściu Maja „dostała” wodą prosto w twarz. Był płacz, była histeria. Całe szczęście przeszło 🙂

No więc warto, czy nie?

Warto, ale odpuść sobie wyjazd z dzieckiem młodszym niż pół roku co najmniej. Woda naprawdę jest chłodna i w niczym nie przypomina tej z … Bukowiny. Ale wiadomo termy to termy. Za termy się płaci. Choć jeśli chcesz zawiesić oko na fajnym basenie polecam ten w Hotelu Gołębiowski w Karpaczu. Sztuczna fala i kącik z piaskiem dla najmłodszych mają swój klimat. A szerokim łukiem omijaj Basen w Zakopanem. Zwłaszcza latem Nadmiar kolonii szkodzi temu miejscu, a woda jest zimna nawet dla amatora morsowania.

Chociaż, ponoć o gustach się nie dyskutuje. Może Ty masz inny 🙂 Wiki się podobało, mi i Bartkowi średnio a Maja … cóż. najlepiej było jej na leżaczku w objęciach Morfeusza. 

W ogóle robić zdjęcia na basenie Wiki to jak szukać diamentu w sianie 🙂

basen006basen002basen007basen011basen010basen009basen001basen003basen005

basen004