Co byś zrobiła, gdybyś dostała taką wiadomość od kogoś, kogo zupełnie nie znasz? Zanim zablokowałam, nie wchodząc w dyskusję, odrzekłam: „Tyle ile przyznał mi sąd!”.

To ciekawe, że żyjemy w czasach, w których oceniamy ludzi, nie będąc ani razu w ich butach. Chociażby samo słowo „alimenciara„. Wiesz, kto to taki? Według pewnego znanego portalu, alimenciara to kobieta żyjąca z alimentów, 500 plus i zasiłków. Ponoć nie musi pracować, bo utrzymuje ją ex oraz państwo. Co ciekawe, niektóre z nich nigdy nie pracowały, bo wcześniej utrzymywał je partner, a one same „zajmowały się domem” lub cytuję „leżały i pachniały”. Teraz, kiedy doszło do rozstania, wolą siedzieć w domu i oglądać seriale, zajmując się wychowaniem dziecka, ale tylko po przedszkolu. W międzyczasie wylewają swój jad na internetowych forach. Z czego utrzymuje się alimenciara? To proste. Była sprytna. Wykorzystała mężczyznę i świeci triumfy. Farciara.

A teraz chwila prawdy…

Mnie też posądzono o to, że jestem alimenciarą. Nie tylko dziś. Nie tylko ktoś obcy mi to zarzucił. Wiele razy usłyszałam, że żyję jak pączek a maśle. Że nie pracuję. Że nic nie robię. Że dosłownie leżę i pachnę. To by się po części zgadzało, bo nigdy nie śmierdziałam, ale reszta to totalny absurd. I chciałabym naprawdę zobaczyć na żywo taką alimenciarę… Bo do tej pory poznałam wiele kobiet, które dostają alimenty na dziecko (jedno, dwójkę, piątkę) i doprawdy nie było wśród nich żadnej, żyjącej w luksusach za pieniądze ex i wsparcie państwa. No chyba, że ja się nie znam…

Bo przypuśćmy, że faktycznie pani X dawniej pracowała w domu, zajmując się wychowaniem dzieci, podczas gdy pan Y pracował. Tak się umówili i tak im było wygodnie. On miał zawsze obiad na czas, dzieci szczęśliwe i zadowolone, w domu zawsze czysto, niczego nie brakowało. I nagle pan Y odchodzi. A pani X zostaje sama z dziećmi. Mieszkanie w kredycie, samochód zabrał, a ona bez pracy. Ba. Nie tylko bez pracy, ale również bez kwalifikacji. I teraz ma miesiąc, dwa, żeby nagle zacząć godziwie zarabiać, opiekując się dziećmi i walcząc w sądzie o swoje prawa. W tym czasie pan Y rozwija swój już prężny biznes, od czasu do czasu (czytaj – raz, dwa razy w tygodniu) zabierając dzieci do siebie na godzin kilka. Godziny ma ustalone przez sąd, więc w inne dni ma w nosie. Nie interesuje go, czy dziecko chore, czy trzeba z nim siedzieć całe dnie, bo gorączka nie spada, czy ma ferie i wypadałoby je czymś zająć. Wszystko na głowie pani X. I ona albo bez pracy, bo jej nadal nie znalazła, albo z pracą dwoi się i troi. A od alimenciar jest wyzywana, bo dostała alimenty wyższe niż 1000 zł. Farciara? Naprawdę?

A wystarczy wejść w cudze ubranka, choćby na chwilkę. Płacisz alimenty? A gdybyś był w domu razem z dziećmi, to nie zarabiałbyś na ich utrzymanie? Czy naprawdę 1000 zł na dziecko to dużo? Biorąc pod uwagę, że musi ono gdzie mieszkać, jak się poruszać, musi jeść, być ubrane, musi się myć, mieć w domu prąd i ciepło zimą… wypadałoby, żeby czasem odpoczywało, miało ferie, albo korzystało z rozrywki… to 1000 zł to dużo, czy mało? A jeśli płacisz alimenty i mieszkasz z dala od domu, to za ile Ty się utrzymujesz? Ile wydajesz na swoje potrzeby, a ile na przyjemności? Jeździsz do pracy samochodem, czy raczej uznałeś, że posiadanie samochodu to zbyt droga inwestycja i poruszasz się na pieszo? A skoro masz samochód i zimą nie musisz marznąć na przystanku, to dlaczego uważasz, że za alimenty, które płacisz, Twoja Ex nie mogłaby kupić na przykład paliwa? Albo opłacić część raty samochodu? A jeśli Twoja Ex wynajmuje mieszkanie, w którym mieszka również z Twoimi dziećmi, to czy opłacając część tego wynajmu z alimentów, popełnia jakiś błąd? Oświeć mnie proszę. A jak płaci za media, to grzech?
Siądź i to sobie podsumuj. Dodaj do tego zajęcia dodatkowe, opłaty za przedszkole, za szkołę, za obiady. Dolicz buty. Ubrania. Niekoniecznie z nową metką. Wizyty u lekarza, badania, leki. Wyliczać dalej? Ostatecznie idź do Biedronki i zrób sobie sam zakupy. Ile wydałeś? To teraz pomyśl ile wydaje Twoja ex… alimenciara… farciara… naprawdę?

Twój partner płaci alimenty? A Ty uważasz, że jego ex to alimenciara? Gdybyś była na jej miejscu, walczyłabyś o to samo. A może kiedyś będziesz… wtedy zrozumiesz…

Serio. To jak traktowane są kobiety, które dostają alimenty to dramat. Bo żadna z nas sama sobie dzieci nie zrobiła. A dzieci kosztują. I nie kosztują 300 zł. Prosty przykład. Poszłam do Lidla. Mleko kokosowe, kilka produktów. Zero słodyczy. Papier toaletowy. Chusteczki nawilżane. Makaron. Chleb. Jakieś owoce. 98 złotych na rachunku. I miałam dziś takie przemyślenie, że nie wiem, co musiałoby jeść dziecko, żeby ten 1000 zł starczał na to wszystko co wymieniłam wyżej i żeby jeszcze kobieta żyła jak w bajce. Bo za chleb z żółtym serem podziękuję. Nie chcę dopłacać do lekarzy. Bo nie będę miała z czego.

I odezwą się teraz tacy, co napiszą – ale dziecko ma też matkę. Czy tylko ojciec płacić musi? Nie. Ale rzeczywistość wygląda tak, że ten ojciec jest przy dziecku godzin 10 w tygodniu, a matka pozostałych setki. Szkoda tylko, że nie każdy to rozumie… szkoda, że nie rozumie tego większość. Bo choć pieniądze w życiu najważniejsze nie są, to bez nich, żyć się po prostu nie da…

 

I wiem, że nie każdą z Was interesują takie tematy, ale są one teraz moją codziennością, więc od czasu do czasu po prostu wybaczcie 🙂