Dołączam to do listy swoich marzeń – odwiedzić kraje skandynawskie. Odkąd czytam o panującym tam klimacie, wychowaniu dzieci, edukacji i wartościach, które są dla skandynawskich ludzi ponadczasowe, mam pragnienie pojechać tam i zobaczyć to na żywo. Obawiam się tylko, że gdybym wsiadła z samolot, ciężko byłoby wracać. Już od samego czytania, chciałoby się mieć tam swój kawałek świata.

Skandynawskie podejście do dzieci jest mi szczególnie bliskie. Instynktownie bowiem od lat, staram się własnie w takim nurcie wychowywać dziewczynki. Ostatnio zaczytana w książce „Nie ma złej pogody na spacer”, doszłam do wniosku, że jest kilka rzeczy, których mogliby nauczyć nas skandynawscy rodzice. Pytanie tylko, czy uwierzymy im na słowo?

Czego mogą nas nauczyć skandynawscy rodzice?

  1. Bałagan jest OK. Brud też.

Widok skandynawskich dzieciaków brodzących w błocie to ponoć nic nadzwyczajnego. W krajach tych uważa się, że im częściej dziecko bawi się w takim otoczeniu, tym większa szansa, że w przyszłości będzie zdrowe. Przecież kontakt z bakteriami, to pierwszy krok do budowania dziecięcej odporności. Inaczej do tego tematu podchodzą Polacy, gdzie wciąż panuje zasada „im czyściej, tym lepiej”. Pytanie tylko, czy na pewno zdrowo? Dlatego ja pozwalam na takie zabawy. Zdarza się też, że nie zawsze po spacerze, dziewczynki umyją ręce. Nie sieję w takich sytuacjach paniki. I póki co, wychodzi im to na zdrowie.

2. Nie ma złej pogody, są tylko źle dobrane ubrania i… buty!

I znowu coś, czego w Polsce się nie praktykuje. Ile razy, kiedy wychodzimy na spacer gdy na dworze ponuro, ulice świecą pustkami, podczas gdy sale zabaw pękają w szwach. Nawet teraz, kiedy byliśmy nad morzem, plaże były… puste. A tymczasem nie ma złej pogody. Są tylko źle ubrane dzieci, mające kiepskie buty. Skandynawscy rodzice, gdy na dworze zimno i deszczowo, korzystają z uroków takiej „pluchy”. Poszłam ich śladem nad morzem. Założyłam dziewczynkom kombinezony i buty, które towarzyszą nam od lat marki Kamik i pozwoliłam korzystać z uroków nadmorskiej zimy. Mając nieprzemakalne buty, wchodziły nawet do morza, a ja nie protestowałam. Dlatego ta skandynawska maksyma jest mi bardzo bliska. Ubieram dzieci odpowiednio do pogody i korzystam z niej zawsze, kiedy mogę, niezależnie od tego jaka ona jest. A Ty?

3. Świeże powietrze – najlepsza zabawa dla dzieci to ta, spędzona na dworze.

Oczywiście nie mamy tak czystego powietrza w Polsce jak tam, ale może warto nauczyć się od skandynawskich rodziców właśnie tego? Że najlepsza zabawa to ta, na powietrzu. A nie ta w domu, przed komputerem. Przed nami ferie. W nie swoje pojechaliśmy nad morze do Hotelu Tristan (więcej o hotelu napiszę Wam we wtorek). W swoje planujemy wyjazd w góry. A tam chcemy korzystać z możliwości przebywania na śniegu, do upadłego. I znowu zabierzemy dobre buty (śniegowce od Kamik – mam je ja, mają dziewczynki – to jedne z najfajniejszych butów, jakie posiadam w domu – a mam kilka par – 3 zimowe plus 2 pary kaloszy – znasz tą markę? Ich produkty można kupić na wielu stronach z obuwiem np. super promocje czekają na Was na Limango), kombinezony i w drogę. Już nie mogę się doczekać.

4. Nauka czy zabawa?

Podczas gdy polscy rodzice biorą często udział w wyścigu szczurów (które dziecko jako pierwsze zna już litery w wieku lat 3…) skandynawscy rodzice uważają, że na naukę przyjdzie czas. A póki dziecko do szkoły nie chodzi, literek znać nie musi. Nie musi liczyć czy czytać. Za to ma się dobrze bawić, bo dzieciństwo ma jedno. Myślisz tak samo?

5. Samodzielność to klucz do sukcesu.

Ponoć skandynawscy rodzice dają dziecku… wolność. To znaczy pozwalają na dużo więcej niż inny przeciętny rodzic zamieszkujący Europę. W Polsce rodzice często odczuwają strach. I po części się im nie dziwię, bo sama jestem Mamą i zagrożenia czyhające na dziewczynki mnie przerażają. Ale coraz częściej rozmawiam z Wiktorią o samodzielności. O tym, że przyjdzie taki czas, że będzie do szkoły dreptała sama. Że będzie samodzielnie wychodzić na plac zabaw, a z czasem razem z nią będzie podążała Majka. Rozmawiam o niebezpieczeństwach, ale nie wzbudzam strachu przed samodzielnością. Bo kiedy wypłyną na głębokie wody, chcę, by płynęły z prądem, a nie pod prąd. I wierzę, że to zaprocentuje.

Ponoć Fińskie dzieci uczą się najlepiej, w Paryżu dzieci nie grymaszą, a w Szwecji są zdrowe, aktywne i szczęśliwe. Więc może najwyższa pora zacząć czerpać od innych jak najwięcej, bo niby człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach, ale na cudzych mądrościach można również budować swój szczęśliwy świat. I tego życzę i Wam i sobie.