Niby ta sama krew płynąca w różnych żyłach, niby ta sama mama wydała na świat, ten sam tato przytulał, kiedy w nocy bolały nóżki, a zgody brak. Rodzeństwo. No własnie. Masz? Ja mam i szczęście całe układa się między nami dobrze, choć bywała różnie w życiu. Czasem lepiej, potem pod górkę, ale zawsze razem. Ale wiesz co? Znam takie rodziny, gdzie już tak kolorowo nie jest. Smutne to troszkę. Bo sama mam dwie córki i prawdą jest, kto mnie zna to wie, że na drugie dziecko zdecydowaliśmy się właśnie po to, by starsza miała na tym świecie jeszcze kogoś bliskiego, tuż obok niej. Oboje mamy rodzeństwo i wiemy, że wychowywanie się z drugim dzieckiem obok jest świetną sprawą. Już teraz widzę na własnych oczach, jak zupełnie inaczej „chowała się” Wiki, gdy była sama, a jak inaczej wychowuje się Maja, gdy ma obok siebie Wiktorię. Inaczej – nie gorzej, ale inaczej. Ciężko mi określić, co to dokładnie oznacza. Zdaje mi się, że Maja zdecydowanie częściej się uśmiecha – właśnie do siostry, jest pogodniejsza, mniej śpi a przy siostrze potrafi zasnąć w mig. Tę ich miłość czuje się w powietrzu. Choć na pozór żadna z nich nie potrafi dokładnie tego nazwać i zdefiniować. A już na pewno Młodsza. Nie wie, że kocha, lecz kocha. Piękne.

Ale czasem przychodzi mnie myśl, co by było gdyby za lat paręnaście utraciły ze sobą kontakt. Serce by mi pękło. Tak bardzo zależy nam, by wychować je w poczuciu wzajemnej miłości, szacunku i zgody. Ich zgoda nie ma oznaczać takiego samego zdania. Mogą mieć różne poglądy, ale mają się wspierać. Obie. Mają na sobie polegać, bez względu na to, jak bardzo będą się różniły. I poniekąd przypominając sobie swoje dzieciństwo i moje aktualne kontakty z rodzeństwem, a także doświadczenia osób mi bliższych czy dalszych mogę rzec, że naprawdę da radę wychować zgodne rodzeństwo. Co może w tym pomóc? Pamiętaj więc, że…

1. Dzieci są różne. Dzielą się wszystkim. Nawet bliźniaki jednojajowe to nadal dwie zupełne jednostki, które tak należy traktować – indywidualnie. A w indywidualizmie nie ma miejsca na porównywanie. Może Jaś zaczął siadać na nocnik w wieku dwóch latek, ale Janek potrzebował na to, by załapać o co chodzi – rok więcej. Od takich na pozór drobnych rzeczy zaczyna się „rywalizacja”. Taka zupełnie podświadoma, a w całości kierowana również nieświadomymi rodzicami. Choć czasem w pełni zdającymi sobie sprawę z tego co robią. Porównywanie dzieci to najgorsze co można im zafundować w dzieciństwie i doprawdy będę się tego strzegła jak ognia i w sumie radzę Tobie to samo. Ale możemy robić coś zgoła odmiennego – podkreślanie inności dzieci w ich obecności, ich być może innych zainteresowań i możliwości, to najlepszy prezent, który pomoże im patrzeć na siebie samych w taki sam sposób jak my – rodzice – ich postrzegamy. Nauka szacunku i akceptacji, zaczyna się właśnie w domu. Jeśli Jaś się z nami nie zgadza, a zgadza się z nami Janek, nie chwalmy Janka, krytykując Jasia. Jaś ma prawo mieć inne zdanie. Porównywanie między rodzeństwem, które często rozpoczyna się od najmłodszych lat, może osiągnąć swoje apogeum w dorosłości, a to już krok od popsutych relacji. Bo wyobrażasz sobie jako dorosła kobieta usłyszeć:  „Zobacz, a Asia sobie radzi, a Ty ...”. Nic tylko tej Asi dopiec przy najbliższej okazji. Z zasady. 

2. Sposób na zwaśnione rodzeństwo – istnieje. Wyobraź sobie taką sytuację. W pokoju dzieciaków zamknięte drzwi, młodzi się bawią. Nagle zaczynają dobiegać krzyki i wiesz jedno – zaczyna się kłótnia. Co robisz? Wpadasz między zwaśnione potomstwo i próbujesz je ustawić? Doszukujesz się prawdy, choć tak naprawdę wiesz, że wina leży zawsze po środku? Próbujesz kogoś ukarać i znaleźć kozła ofiarnego? STOP. Nie tędy droga do sukcesu. Owszem. Musisz pomóc im opanować emocje. Wprawdzie nie chcesz, by komukolwiek stała się krzywda. Nawet w postaci zadrapanego policzka. Ale gdy emocje opadną musisz pozwolić im na samodzielne rozwiązanie konfliktu. Owszem możesz pomóc. Wysłuchać. Ale nigdy nie stawaj po żadnej stronie. Rozwiązanie konfliktu powinno być satysfakcjonujące i dla jednej i dla drugiej strony. Oni mają wiedzieć jak sobie radzić. Oczywiście odpowiednio do swojego wieku. Wiadomo, że 3 latka, który próbuje pokazywać swoją „siłę rzucania zabawek” na roczniaku nie będziesz pochwalać za jego zachowanie. Raczej stanowczo mu tego zabronisz i doprawdy nie będziesz czekać aż sobie sami poradzą. Bo i jak? Ale już 4,  a 5 latkowie to na pewno (udowodniono naukowo ponoć) są w stanie pogodzić się, podać sobie rękę, uściskać lub wyjaśnić co nieco. Z Twoją drobną pomocą. Drobną. Pamiętaj. 

3. Każdy ma prawo do własności. Na tym polu mam już nieco doświadczenia. Gdy urodziła się Maja, bywało i do tej pory czasem bywa, że Wiki zabiera jej zabawki. To gryzaki, to pluszaki. Gdy Młoda coś bierze, ta jej wyrywa. Bo wie, że Maja się nie odezwie. A czujne oko Mamy – widzi. W drugą stronę to tak nie działa. Gdy Maja chwyci jakąś zabawkę Wiki, będącą w zasięgu jej wzroku, Starsza okazuje niezadowolenie, krzycząc „To moje„. Pomyślałam sobie, że już teraz wypracuję, że w naszym domu każdy ma prawo do własności. Każdy. I choć zabawki będą wspólne to mogą mieć rzeczy, które będą tylko ich. I jedna i druga. Ulubiona przytulanka, albo książka z dedykacją. To taki ukłon w stronę tego by pokazać, że dbam o interesy swoich dzieci. Dbam o ich potrzeby. Obopólne i każdego z osobna.

4. Dobre dni też istnieją. Zauważaj to, co dobre. Gdy widzisz jak rodzeństwo wspólnie się bawi – pochwal. Doceń. Chwaląc je za nawet drobne przejawy życzliwości względem siebie, możecie być pewni, że w przyszłości będą postępować tak samo. Będą dbali o dobre kontakty między sobą, wierząc, że rodzice będą z nich dumni. I faktycznie będą. Prawda?

Wiesz, istnieje pewnie 1000 sposobów na to, by wychować dzieci tak, by za sobą w ogień skoczyły. Ja podałam Ci ledwie 4, które mi się nasunęły, ale wydaja mi się niezwykle istotne. Wiem też, że zapewne łatwiej się mówi czy pisze, a już gorzej z praktyką. My postaramy się – starać. Wiem, że pewnie nie raz popełnimy jakiś błąd. Przed porodem też zakładałam parę rzeczy, które nijak się miały do rzeczywistości. Pierwotny zapał do czegoś pryskał jak mydlana bańka, albo po prostu tak toczyło się życie. Prawdą jest też, że WY możecie się starać i na rzęsach stawać, a oni mogą pójść własnymi ścieżkami, bo im w wieku lat 20 coś stuknie, obrażą się na siebie i winy Waszej w tym nie będzie. Ale póki macie przy sobie te istoty – dwie, trzy, pięć, to naprawdę dużo od Was zależy. Od Waszego podejścia, nastawienia, od tego co mówicie i jak się zachowujecie. Dzieci bacznie Was obserwują. Patrzą jak radzicie sobie z sytuacjami kryzysowymi i postępują podobnie. Obserwują też Wasze relacje z Waszym rodzeństwem (jeśli macie) i takie wzorce chcą naśladować. Ale nawet jeśli u Was kolorowo nie jest, możecie pokazać Waszym dzieciom, jaką drogą iść, a którą omijać szerokim łukiem Czy to proste? Pewnie nie. Czy warto? Zdecydowanie tak. A jak będzie? Czas pokaże. Choć w tym wypadku czas działa na naszą korzyść – naszą jako rodziców, dlatego wykorzystajmy go jak najlepiej potrafimy – tak by budować między naszymi dziećmi silną więź. Taką miłość, której nie zburzy żadna życiowa zawierucha.

I doprawdy, kiedy je widzę obok siebie, gdy jedna tuli drugą, to mam wrażenie że w mym nieidealnym świecie, patrzę na coś idealnego. I wierzę, że ten słodki widok, zatopionych w siebie spojrzeń, będzie towarzyszył mi już zawsze …

nowe-1-522nowe-1-519nowe-1-525nowe-1-517

 opaska Mai – Lenleo bow