Ile razy miałaś poczucie winy? O wszystko. Albo i o nic. Ty i tak czułaś się winna. Że robisz coś, a być może powinnaś robić coś zupełnie innego, albo powiedziałaś o słowo za dużo, lub pomyślałaś inaczej. Znasz to uczucie? Że na przykład pracujesz w domu, a może powinnaś w tym czasie pracować w ogródku? Że nie umiesz nadążyć za własnym dzieckiem fizycznie, a co gorsza psychicznie … że jesteś zbyt sztywna, albo dla odmiany za bardzo zrelaksowana … Czy wystarczająco dużo uwagi poświęcasz własnemu dziecku? Czy inwestujesz w nie? Czy odpowiednio rozwijasz? A może ciągle jakiś głos za Tobą mówi: „Ej, Ty! Dajesz ciała„? Tak. Tu źle, tam niedobrze. I tak każdego dnia Twoje poczucie winy rośnie. O wszystko. Albo i o nic. Ty i tak czujesz się winna. 

Winna jako kobieta i matka. Tak. My MAMY – mamy jeszcze lepsze pole do wpędzania się w poczucie winy. Do tego stopnia, że wydaje się, że wyrzuty sumienia to atrybut rodzicielstwa. Zazwyczaj czujemy się winne tego, że nie jesteśmy idealne. Nie tak idealne, jakie powinnyśmy być w świetle przyjętego kanonu mody na idealne macierzyństwo. Te wyrzuty sumienia towarzyszą nam od samego początku naszej matczynej drogi. Zaczynają się już w szpitalu, gdy życzliwa sąsiadka zamiast spytać jak się czujesz, pisze Ci w sms: „I jak? Udało się naturalnie?„. Nie. Miałam CC – myślisz. Czujesz się winna … czujesz, że nie podołałaś. Nie dałaś rady wydać swojego dziecka na świat sama … Potem jest Ci źle, bo dające we znaki zmęczenie pozwala Ci sądzić, że nie opiekujesz się swoim dzieckiem właściwie. W dodatku nie należycie dbasz o dom, może nawet o męża … A i Twojego pokarmu nie starczyło, a to musiałaś podać mm, a to dziecko ma kolki, więc z pewnością to Twoja wina … I jeszcze ta teściowa, co rzeknie, jak Was odwiedzi: „A ja miałam trójkę, a Ty tylko jedno, i dania 3 były i deser …„. Niby rzuca zwykłe słowa. Niby nie mają żadnego zabarwienia. Może nawet nie kieruje tego do Ciebie, tylko burczy coś pod nosem. Ale co tam. Ty czujesz się winna. Na całej linii macierzyńskiego sznurka. 

Jeśli zgadzasz się ze mną choć w jednym procencie, koniecznie przeczytaj resztę. Jak upuścić swoją winę i cieszyć się szczęściem bez wyrzutów sumienia? Oto 3 skuteczne i proste sposoby.

1. Precyzuj swoją winę.

Zamiast myśleć: „Ja zła matka, nie spędzam czasu ze swoimi dziećmi, tylko piorę, gotuję i sprzątam„, powiedz sobie: „Czuję się winna, bo przez cały weekend nie zagrałam z córką w jej ulubione szachy„. Drugie oświadczenie łatwiej naprawić. A coś, co da się zrobić, nie wpędzi nas być może w poczucie winy po raz drugi. Po prostu będziemy nad tym pracować. 

2. Zadaj sobie pytanie: „Czuję się winna, bo naprawdę JA tak czuję, czy czuję , że to INNI mnie tak oceniają?

Jeśli czujesz się winna z powodu tego, co inni mogą myśleć, zostaw to. Inni ludzie nie myślą o tobie. Myślą o sobie. Tacy nie są Twoimi przyjaciółmi. 

3. Nie dbaj tylko o siebie

Jeśli masz wyrzuty sumienia, bo musiałaś wracać po macierzyńskim do pracy, a dziecko oddać do żłobka, pomyśl o tym, co fajnego spotka je w nowym miejscu. Skup się na nim – nie na sobie. 

Wina jest jak nawyk. Może nas wpędzić w emocjonalny dołek. W dodatku jest zaraźliwa. Dlatego przyjrzyj się swojemu życiu. To co możesz – naprawiaj każdego dnia. Do skutku. Choćbyś próbowała raz po raz, po raz setny. A to, na co nie masz wpływu – zostaw. Idealna mama nie istnieje. Nie jestem nią ani ja, ani Ty. Ba. Nie istnieje idealny człowiek. Nie jest nim ani Twoja sąsiadka, ani teściowa. Dla swojego dziecka zawsze będziesz najlepsza. Ono o kolkach nie będzie pamiętać. W żłobku w końcu odnajdzie siebie. Pewnie w dodatku szybciej niż myślisz. W przedszkolu pozna swojego najlepszego przyjaciela. No i w końcu kiedyś spróbuje tej kiszonej kapusty. To nie Twoja wina, że jej nie lubi. Ono cię Kocha. I na prawdę uwierz. Kocha Cię taką jaką jesteś – nie ważne czy z blizną po cięciu, czy z unoszącym się zapachem mieszanki mlecznej w domu. Kocha cię za nic. Bo nie istnieje żaden powód do takiej miłości. Miłości ponad życie.