18 luty. Nie miałam co do tego dnia żadnych oczekiwań, a jednak…
To był TEN dzień. Dzień, w którym zakończyłam pewien etap w swoim życiu.
Długi. 13 letni. Etap pierwszych pocałunków i uniesień. Potem wybierania sukni ślubnej. Szukania obrączek. Odbioru pierwszych kluczy do mieszkania i emocji, gdy mówiłam: „Zostaniesz Tatusiem”. Najpierw raz, a potem drugi…
10 lat życia z kimś pod jednym dachem i dzielenia z nim wspólnej kołdry.
Niezliczonych rozmów, spacerów i wycieczek…

A potem przychodzi taki dzień, kiedy ktoś, kogo totalnie nie znasz, mówi, że to już koniec. To było. Minęło. Nie wróci.

18 luty. Druga rozprawa. I na tym zakończyło się wszystko co łączyło mnie z niegdyś najważniejszą osobą. A dziś tak jakoś zupełnie obcą…

Co czuję? Czuję, że tam gdzie się coś kończy, coś się zacznie. 

Czuję, że dam radę. 

Czuję, że nie jestem sama. Może samodzielna, lecz wcale nie samotna.

Czuję, że życie wcale nie zmieniło swojego biegu. Słońce nadal świeci. Dzień się kończy i zaczyna. 

I w tym wszystkim jesteśmy nadal my… ja i one…

Czas na porządki. 
Trochę tego będzie. 

W głowie ułożone, ale pewne rzeczy muszę pochować do symbolicznych kartonów. I do tych prawdziwych, papierowych też. 

Nie wiem jaki będzie ten rok. Nie oczekuję od niego nic. 
Chcę po prostu żyć.

Najlepiej jak umiem. 

Ps. We wszystkim wspierał mnie od samego początku świetny fachowiec radca prawny Tomasz Plasota. Może brzmi to jak reklama, ale o dobrych rzeczach i ludziach, znających się na tym, co robią, warto mówić! Jeśli poszukujecie prawnika dla swojej sprawy zarówno w temacie rodzinnym, ale również w kontekście biznesu – zapisujcie namiar.